Obecnie jest już 5960 km i Osa "lata" nadal bezawaryjnie , nie licząc wczorajszego "incydentu" a w zasadzie dwóch.
Osą latam prawie codziennie do pracy i ogólnie gdzie tylko można jechać "niesamochodem".
Wczoraj właśnie , wracając do domu , podczas jazdy pod górkę Osa nagle zrobiła "buuuuuuuu...." i odmówiła dalszej współpracy.
Siłą rozpędu wjechałem na parking przydrożnego dealera....nie, nie to niestety nie był salon WFM

i przystąpiłem do oględzin.
Odwłok w górę i lukam , to tu to tam.Iskra jest , paliwo w zbiorniku jest ....no to kopę .
Silnik złapał raz .Jakby paliwa nie dostawał.
Nacisnąłem zatapiacz kopnąłem i zapalił .Chodzi na wolnych jak gdyby nigdy nic.
No to odwłok na swoje miejsce i w drogę.
Po jakiś 6 kilometrach powtórka z rozrywki tym razem w szczerym polu w zaroślach przy rzece ...komarów od cholery...
Pomyślałem sobie - "no coś mnie ta Osa nie lubi".
Ta sama sytuacja , odwłok w górę , iskra jest , patrzę dokładnie na filterek paliwa i coś mi się wydaje jakby w nim paliwa było mało .
Odkręcam korek zbiornika paliwa i nagle widzę że paliwo spływa do gaźnika wężykiem -BINGO.
Okazało się, że wspornik w podstawie siedzenia nad korkiem paliwa dotykał do korka paliwa.
Farba która która się zdarła z tego wspornika skutecznie zatkała odpowietrzenie w korku zbiornika paliwa.
Po zdjęciu uszczelki z korka paliwa ( nie miałem szpikulca do udrożnienia otworu) , wróciłem na Osie do domu już bez przygód, zżarty tylko przez komary....
Taka sytuacja....
