Mrozy przyszły, więc w sam raz na odbiór OSY po remoncie.
Przejechałem łącznie 14 km. Uczę się uruchamiania zwłaszcza, bo to wymaga pewnych umiejętności
Są pewne niedociągnięcia, majstry zostawiły gaźnik od M52 twierdząc, że lepiej na nim maszyna pracuje, ale za to nie założyły żadnego filtra powietrza. Próbowałem zakładać sam ten od gaźnika od M50 ale jego się nie da nasunąć, muszę jakąś obejmę kupić żeby to połączyć. Gorzej że to się wszystko średnio w kokonie mieści, filtr chyba dotyka blachy, w każdym razie przy nasuwaniu kokonu musiałem gdzieś za mocno coś docisnąć bo się powyginał niestety i lakier pękł troszkę

Stacyjka też luźna, chyba nie dokręcona. Przy odpalaniu tak kopnąłem raz zdrowo że łydeczka uderzyła w podnóżek i boli od wczoraj
W czasie jazdy mam wrażenie że przód trochę pływa, tak jakby felga była krzywa, majstry tłumaczą że to dlatego że amortyzatory tam są różnej jakości, podobno powyżej 60 kmh tego nie czuć ale przy tych temperaturach i na dziko (bez tablic ważnych, przeglądu, itp.) trójki w ogóle nie włączam
Na ciepłym silniku obroty są na moje ucho za wysokie, ale to traktuję na razie jako kosmetyczną usterkę, zważywszy że osa po raz pierwszy po 35 latach znowu zaczęła jeździć - wysokie obroty przy tym to drobiazg do poprawki kiedyś
Byłem dzisiaj u rzeczoznawcy, zdjęcia zrobił, opinię napisze, teraz wizyta po jakieś próbne tablice, przegląd i rejestracja. Akumulator mam taki przejściowy do wiosny, sygnał nie działa i światła liche, ale może do następnej soboty kiedy mam przegląd robić jeszcze wytrzyma
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy mi doradzali od września w różnych tematach, dzięki Wam Osa już bzyczy na ulicach a od wiosny to się od niej tu u mnie zaroi
