przez jack-son » poniedziałek, 17 października 2011, 14:22
Witam,
Nadszedł czas, żeby zainteresować się rejestracją mojego owada i od razu strzał w pysk od Wydziału komunikacji.
Motor od 40 lat należał do mojego teścia, jednak od lat 70-tych stał niezbyt kompletny na strychu. Chcę go doprowadzić do używalności. Problem jest taki, że teść kupił go za flaszkę od gościa z drugiej części Polski i nigdy go na siebie nie zarejestrował. Były właściciel jest nieznany. Oczywiście umowy nie ma, a do tej pory dowód zaginął. Na przednim błotniku odkryłem numery rejestracyjne RH.... (rejestracja z lat 60-tych). Dzwoniłem do tamtejszego Wydziału Komunikacji, jednak nie mają już żadnych danych z tamtego okresu w żadnych księgach ani archiwach. U mnie w urzędzie powiedzieli, że bez umowy i dowodu nie ma szans na rejestrację na białe blachy. I teraz pytanie do Was: Jak to rozwiązać, żeby było dobrze? Jeśli spiszę umowę na teścia i jakiegoś fikcyjnego pana Waldka, to przejdzie? Skoro nawet w Urzędzie, gdzie Osa była zarejestrowana nie mają żadnych danych, to tym bardziej w moim niczego nie będą wiedzieć. Ktoś próbował takiego czegoś?
Jestem pewien, że Osa nie jest kradziona.
Osa M52 - wkrótce będę bzykał