Przedstawiam postępy w naprawie silnika mojej Osy.
Ci, którzy pamiętają ze zlotu, jak ciężko odpalała, mogą już zapomnieć
Jak na razie pali i na zimnym, i na ciepłym od pierwszego kopnięcia
Powodem trudnego uruchamiania poprzednio były podobno duże rysy na cylindrze.
Mam teraz chyba Osę o największej pojemności silnika. SIlink od M50 jest, ale średnica tłoka... 63 mm. Tulei po szlifie prawie już nie zostało

Tłok nowy z Cross-Impaxu. Zobaczymy, jak długo taki duet wytrzyma. A, i mam założony z powrotem oryginalny gaźnik od M50 z filtrem, przynajmniej wszystko się ładnie mieści w kokonie.
Dzisiaj zrobiłem sprzętem prawie 100 km, przejeżdżając Wielkopolskie szlaki z Międzychodu do Stęszewa, i dalej jeszcze troszkę po Stęszewie. Zrobiłem krótką przerwę w Pniewach na ochłodzenie silnika (chociaż zimno było) i na ugrzanie kierowcy

Na razie się nie zatarł
Starałem się nie przekraczać 50 km/h. Raz tylko z górki szybciej poszło.
Wszystko pouszczelniane, olej nie kapie, biegi wchodzą lepiej niż wcześniej (może jednak oleju nie było przedtem?).
Muszę jeszcze tylko w baku posprzątać bo przy dolewaniu paliwa zauważyłem, że tam się wszystko łuszczy w środku, nie mam pojęcia jak to zrobić, tzn. jak się tam dostać. Szczotką nie wejdzie

Wlać tam coś może? Muszę pomyśleć.
No i potem zostaną drobiazgi detaliczne. Ale to już będzie czysta przyjemność.