Moja Osa jest w rodzinie już od ponad 30 lat. Wcześniej dosiadał jej mój ojciec, choć nie był jej pierwszym właścicielem. Jest to dość tajemnicza kwestia jakie były jej poprzednie losy. Pewne jest to, że od lat '80 stała biedna i zapomniana w garażu do czasu kiedy zainteresowałem się 'tym czymś' co stało w kącie przykryte mnóstwem dziwnych rzeczy (jak to w garażu). Razem z tatą postanowiliśmy przywrócić jej blask. Był chyba 2003-2004 rok. Pojechaliśmy na stację i kupiliśmy kanister (o dziwo) ołowiowej benzyny i puszkę jakiegoś oleju. Następnie przeczyściliśmy dysze w gaźniku (stała tyle lat, ale nikt nie zabezpieczył jej podzespołów. nic nie było zalane olejem, jak powinno). Nalaliśmy trochę paliwa i... ku naszemu zdziwieniu po kilku mniej lub bardziej udanych kopnięciach ODPALIŁA!!! Był to chyba jeden z najcudowniejszych dźwięków w życiu. Silnik po tylu latach budzi się do życia i radośnie terkocze swoim dwusuwowym brzmieniem. Pierwsza jazda i to jest to! Bierzemy się za nią!
Pamiętam że pierwszą dokupioną częścią był napis na osłonę nóg, którego brakowało. Na szczęście nie było wielu braków, ale zawsze coś się znajdzie
Na szczęście mam część papierów nawet miła Pani w wydziale komunikacji sprawdziła wszystko w archiwum i poinformowała mnie że wystarczy zrobić przegląd i zarejestrują
Zamieszczę kilka zdjęć: (mam nadzieję że nie za duże :] )
P.S. Pozdrowienia dla użytkownika z Jastrzębia z którym miałem przyjemność się dziś spotkać w pewnej sprawie, który zachęcił mnie do rejestracji na tym forum



