31 lat po tych zdarzeniach, wspominałem o tym mojej kuzynce z Białej Podlaskiej, która wpadła z odwiedzinami. Po miesiącu zadzwoniła, z pytaniem czy jestem w stanie wydać 300zł na „ten motor, co mi się marzy...?”. Na marginesie wspomnę, iż od lat pracowała jako celniczka na przejściu granicznym Terespol-Brześć, a że od dzieciństwa działała niekonwencjonalnie, więc po rozmowie ze mną i powrocie do pracy zarządziła wśród celników, szeroko zakrojone poszukiwania OSY na terenach części Lubelszczyzny
Krótko po tym Osa M50 z 1961 w kolorze seledynowym (z dokumentacją w postaci dowodu rejestracyjnego) w stanie niemal kompletnym, została zlokalizowana u niejakiego obywatela Turuka, w stodole, zasypana sianem! Tak więc w 2009 roku zakupiłem M i jako trzeci z kolejnych szczęśliwych właścicieli (bo przed Turukiem był jeszcze jeden obywatel), przywiozłem ją do Gogołowa. Potem nie działo się nic istotnego – nie było czasu, środków, zapału. Dziś już prawie wszystko gotowe, ale o tym niebawem...
