Elektronika pilnująca akumulatora i wyłączająca regulator po osiągnięciu określonych wartości na akumulatorze. Skąd najłatwiej albo z prostownika, który taką funkcję posiada albo wykorzystanie regulatorów samochodowych o ile się oczywiście da tak je przerobić, aby spełniały i oczekiwania i chciały współpracować z prądnicą.
Kiedyś interesowałem się tematem bardziej i wiem, że np samochody Toyota mają inną filozofię od innych. Taką powiedzmy pro ekologiczną, a przynajmniej w ich mniemaniu. Po odpaleniu silnika akumulator ładowany jest prądem maksymalnym (rozsądnym), a po doładowaniu regulator się wyłącza do wychwycenia spadku napięcia. Dlaczego EKO bo mamy odciążenie alternatora podczas pracy silnika, a co za tym idzie zmniejszenie oporów pracy silnika i mniejsze służycie paliwa. A standardowo, w innych samochodach, ładowanie załącza się razem z silnikiem, regulator oczywiście dostraja moc alternatora do stanu rozładowania akumulatora, ale nie ma etapu rozłączenia ładowania. Co najwyżej regulator puszcza minimalny prąd na wzbudzenie, aby uzyskać pewnie minimum 13,5V.
Mamy tu dwa podejścia, albo dbamy o akumulator (nie jestem elektrykiem, choć wiem, że to ni jak ma się do ładowarek komparatowych) - łagodne ładowanie, kosztem większego zużycia paliwa albo ostre ładowanie i mniejsze zużycie paliwa kosztem obciążenia akumulatora, a tego żelowce nie lubią najbardziej

Ja jestem jednak z tej grupy bardziej leniwych (a może z tych co nie mają czasu i są też leniwi) bo moja instalacja jak do tej pory nie posiada nawet akumulatora

ale i klaksonu. Tak, przez zimę powalczę w końcu z tym problemem i nawet pożyczę od kogoś aku