Witam,
swoje amortyzatory piaskowałem i malowałem proszkowo.
Oczywiście konieczne jest zabezpieczenie - rozebrałem cały amortyzator, wyjąłem tłoczek i na pustą "rurę" wkręciłem górną nakrętkę. W otwór w gónej nakrętce wcisnąłem śrubę imbusową (okrągły łepek zostawi ładniejszy ślad po proszkowaniu niż sześciokątny, czyba że nie wciśnie się śruby do końca) fi 10mm z gwintem oklejonym papierową taśmą maskującą żeby ciasno i szczelnie weszła. Nie polecam używania taśmy izolacyjnej, bo nie wytrzyma temperatury przy malowaniu proszkowym.
Wszystko "zadziałało" przy piaskowaniu i proszkowaniu - nic nie dostało się do środka. Trzyba tylko uważać przy późniejszym (po malowaniu) odkręcaniu górnej nakrętki. Najlepiej zrobić śład nożykiem w miejscu łącznie nakrętki z krawędzią "rury", wkręcić nakrętkę w imadło i odkręcić od niej resztę. Trzeba też liczyć się z tym, że raczej zniszczy się lakier proszkowy na nakrętce.
Uszczelnienia założyłem od Areckiego. Wszystko pasuje elegancko, tylko zewnętrzne uszczelki są chyba trochę za ciasne i trzeba się pomęczyć żeby założyć je na nakrętkę.
No i jeszcze jedna rzecz - w nakrętce jest filcowa uszczelka - polecam wyciąć nową z kawałka grubego filcu.
Olej zalałem Castrol do amortyzatorów 15W mineralny. Nie ma co lać rzadszego bo i tak zawieszenie będzie za miękkie

Plusem Castrola jest to, że można go kupić w bańkach po 0,5 litra, a to w zupełności wystarczy na 4 amortyzatorki Osy po 60ml każdy. Wyjdzie taniej niż popularny Motul (bańki 1l), no i Motul jest max 10W, czyli rzecz jasna rzadszy niż 15W Castrola.
Dodatkowo ocynkowałem sobie górne miseczki mocujące sprężyny. Przednie sprężyny dałem w proszku, a tylne w chromie. Efekt piorunujący
Pozdrawiam,
Adam