Nie wypowiadałem się w tym wątku do tej pory, chociaż nie ukrywam, że nie jestem zwolennikiem organizowania Przylotu Os w takiej formule na jaką zanosiło się w tym roku. Teraz, kiedy wydaje się, że pomysł upadł, pojawią się pewnie propozycje i inicjatywy zmierzające do „uratowania sytuacji” i zorganizowania spotkania. Dorzucę swój głos w dyskusji wobec zaistniałej sytuacji oraz propozycji Webstera.
Pomysł łączenia imprez (lambretta lub saab) w przeszłości wcale nie przełożył się na większą frekwencję wśród właścicieli Os. Kwestię tego, czy fakt połączenia imprez był dla Was uatrakcyjnieniem, pozostawiam indywidualnej ocenie osób uczestniczących w spotkaniach. Na naszym forum jest zarejestrowanych blisko tysiąc osób. Moim zdaniem bardziej właściwym byłoby szukanie pomysłu na to, jak zachęcić członków naszej społeczności do integrowania się choć nadmieniam z przykrością, że nie wierzę w pospolite ruszenie Osiarzy. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest zadowolić wszystkich. Zawsze znajdą się malkontenci i zawsze też będzie grupa osób, która pojawi się niezależnie od okoliczności – właśnie po to, by spotkać się z Koleżankami i Kolegami. W zdecydowanej większości jednak w naszym gronie funkcjonują osoby, które nie mają ochoty/potrzeby/możliwości spotykania się z innymi użytkownikami forum i korzystają z witryny jako bazy wiedzy, zbioru ciekawostek, możliwości zaprezentowania swojego pojazdu, źródła inspiracji lub miejsca, gdzie można kupić/sprzedać/zamienić.
Odpowiedzmy sobie na kilka pytań – dla kogo organizujemy Przylot Os? Czemu mają służyć te imprezy? Kto się na nich pojawia? Czy zaproponowana formuła sprzyja swobodnej atmosferze? Czy nie wprowadza zbędnych podziałów albo czy nie wymusza „pracy w podgrupach”? Czy część z Osiarzy nie mogła czuć się jako „dodatek” do większej całości w ramach tak zarysowanej wizji tegorocznego spotkania?
Doceniam propozycję dotyczącą proponowanej lokalizacji – osobiście wolę mieszkać w lepszych warunkach niż w gorszych, w końcu w pewnym wieku spanie w namiocie już nie jest atrakcją, a raczej dużą uciążliwością i wyzwaniem. Przyznaję, że nie do końca zrozumiałym był dla mnie obowiązek rezerwowania miejsca noclegowego jako warunek uczestnictwa w imprezie (myślę chociażby o osobach mieszkających w pobliżu pojawiających się na spotkaniu w sobotę, a takich w czasie poprzedniego spotkania w Mosinie nie brakowało). Oczywiście świętym prawem organizatora jest określanie warunków, ponieważ to na nim w głównej mierze spoczywa odpowiedzialność za przebieg i powodzenie imprezy. Komu warunki nie odpowiadają może w imprezie nie brać udziału. Sęk w tym by nie były to warunki wykluczające dla osób, które jednak chcą uczestniczyć. Delikatna materia. Furtki i wyjątki są wskazane. Nadmienię w tym miejscu, że ja osobiście zamierzałem wziąć udział w imprezie i morda mi się śmiała na samą myśl o możliwości spotkania się z Wami. Rozumiem jednocześnie rozterki organizatora, sam przecież niedawno rezerwowałem obiekt nad morzem na 50 osób na dwie doby i ryzyko oraz skutek finansowy (brak wcześniejszej opłaty za noclegi czy choćby zaliczek) dla mnie w przypadku niepowodzenia imprezy były łatwe do przewidzenia. Na szczęście Osiarze dopisali i udało się delikatnie renegocjować umowę.
Czasu jaki mamy dla siebie w ramach takiego przylotu jest w gruncie rzeczy niewiele. Po tych kilku latach obserwowania spotkań dochodzę do wniosku, że program programem, a impreza żyje swoim życiem (…bo pogoda…, …bo stan zdrowia…, …bo Osa zaniemogła…, …bo za daleko…, …bo tu jest tak ładnie…, …bo żona nie pozwoliła i kazała zostać…

) i trudno mieć do kogokolwiek pretensje. Rolą organizatora jest podsunąć pomysł i zapewnić możliwość realizacji. Trzeba zaproponować uczestnikom program, ale dostosowany do możliwości osób i pojazdów oraz kalendarza i czasu jaki ma się do dyspozycji. Zawsze trzeba też próbować dostosować się, choć każdy kij ma dwa końce – organizator ma częściowo związane ręce (…bo godzina posiłku w restauracji…, …bo plac w centrum miasta użyczony na wskazaną godzinę…, …bo Starosta…, ...bo media…). Stąd też uważam, że nie należy silić się na organizowanie wielkiej imprezy. W końcu czym większa impreza tym większe ograniczenia. Co więcej – uważam, że Przylot Os powinien być zarezerwowany przede wszystkim właśnie dla Os, chociaż jak uczy doświadczenie wyjątki przynoszą ciekawe znajomości - w tym miejscu pozdrawiam serdecznie Wojtka i Staszka

Walorem trudnym do pominięcia w naszym przypadku jest fakt, że znaczna grupa osób zdążyła się już poznać. Wiemy czego możemy po sobie oczekiwać, cieszymy się ze wspólnych spotkań i możliwości spędzenia czasu ze sobą. To dzięki naszemu forum zawiązują się znajomości i pojawia się chęć do osobistego spotkania, wymiany doświadczeń, przekazania "gratów". Wspólne ognisko zazwyczaj jest dobrym pomysłem, ale nie w każdych okolicznościach będzie się ono odbywało w serdecznej atmosferze i nie zawsze będzie zwieńczone śpiewami, tańcami, rubasznymi rozmowami - po prostu zabawą, której w moim odczuciu uczestnicy również oczekują. Na pewno ważne jest to, by możliwie jak najwięcej uczestników mieszkało w jednym miejscu lub przynajmniej bardzo blisko.
Zdaję sobie sprawę i spodziewam się, że odezwą się głosy krytyczne wobec mojego punktu widzenia, może ktoś zarzuci mi brak konsekwencji. Trudno. Moim zdaniem lepsze są mniejsze imprezy we własnym gronie ale podkreślam, że to moja opinia.
Nie wiem czy decyzja Justyny jest ostateczna i nieodwracalna. Osobiście żałuję, że wystąpiło takie zachwianie planów. Możemy zastanawiać się, na ile wpływ na tę decyzję miały wątpliwości osób odnoszących się na forum do przedstawionej propozycji, choć w tej chwili ma to chyba drugorzędne znaczenie.
Jedno jest pewne – spotkania będą się odbywały nadal. Bardziej czy mniej formalne. Z tej drogi już nie da się zawrócić

Dziękuję Magdzie i Cylonowi za tę wstępną propozycję sierpniową. Na rzęsach będę stawał i ziemię będę gryzł, a w Ostrowitem postaram się po prostu być. Czuwaj!
Tomek
P.S. Wybaczcie ten nieco przydługi wywód. Tak to jest, kiedy człowiekowi nie chce się spać
