Czytam już któryś raz o oponach w osie... i postanowiłem też dodać coś od siebie. Jak uruchomiłem osę i zacząłem na niej jeździć (tu mam na myśli wyjazd i powrót bez przygód, z powrotem na kołach powiedzmy około 100 kilometrów

) to nawet nie zwracałem za bardzo uwagi jak te opony wyglądają, trzymały powietrze, były na kole i tyle. Miałem degumy poprzetrącane i sfatygowane w każdą możliwą stronę, ale i tak dało się na nich jeździć... oczywiście niekomfortowo i nie w pełni wyremontowanym motorkiem, bo go wtedy szkoda by było tak wytłukiwać. Prędkości i warunki w jakich się przeważnie nam zdarzy pojeździć na osie nigdy nie skłoniły mnie do aż takich przemyśleń w stosunku do opon... Oczywiście nie mam tu na myśli względów estetycznych i rozpatrywania tego w sposób samej "prezencji osy na ładnych i odpowiednich rozmiarowo" kołach, bo jednak osa na ładnie zachowanych degumach wygląda najlepiej (przynajmniej dla mnie).
Jednak jeśli chodzi o same walory użytkowe - dla mnie jak najbardziej ok spisują się zwykłe chińczyki kupione w dębicy, fakt że są niższe i to mi najbardziej w nich przeszkadza. Do samej jazdy są ok, normalnie się zachowują na asfalcie, na piachu, na mokro, przy hamowaniu (awaryjnym i nagłym też) - sprawdzone w drodze. Mogę dodać jeszcze tylko, że jak miałem gsxr 750 i sobie pomykałem to tam i owszem rodzaj gumy miał znaczenie i inaczej się motor zachowywał na różnych oponach i w różnych warunkach. Jak dla mnie opona w osie (do jeżdżenia, pomijając kwestie estetyki itp.) musi pasować na koło, trzymać powietrze, być okrągła i z gumy.
Pozdrowienia dla Osiarzy
