Raz jeszcze zabrałem się za iskrownik, ponieważ oś na której pracuje młoteczek była już na tyle wytarta, że gołym okiem widoczny był luz. Męczyło mnie to i nie dawało spokoju. Okazało się, że w zapasach mam jeszcze nowe współczesne ośki, więc postanowiłem usunąć wytartą i wprasować nową. Cały zabieg przebiegł bezproblemowo, oś weszła idealnie prostopadle a po delikatnym przetarciu jej powierzchni na mokro papierem gradacji 1500 młoteczek i kowadełko zaczęło współpracować jak należy.
Z wcześniejszego doświadczenia ze współczesnymi replikami osi wiedziałem, że delikatnego zeszlifowania wymagać będzie główka osi, ponieważ fabrycznie jest jest nieco wyższa patrząc powyżej miejsca, gdzie przychodzi zabezpieczenie w postaci segera. Potwierdziła to zresztą próba założenia koła magnesowego, które nie chciało siąść do końca na czopie wału. Liczyłem jednak, że różnica okaże się minimalna - choć nie ukrywam, że pierwsze co przyszło mi do głowy nie do końca właściwe dystansowanie wału.
Jednak by precyzyjniej określić wartość brakującego luzu nałożyłem na czop wału sama krzywkę z wyciętym fragmentem kołnierza. I tu niestety spotkała mnie przykra niespodzianka. Okazało się, że zeszlifowanie główki osi będzie niewystarczające - biorąc pod uwagę, że po założeniu kompletnego magneta dojdzie jeszcze grubość około 0,5 - 1,0 mm zaprasowanych nitów mocujących krzywkę. W tej sytuacji jeżeli ma być nie CDI a oryginalny iskrownik nie ma co kombinować i iść na skróty, tylko muszę rozpołowić silnik i zdystansować wał jak należy. Na szczęście mam jeszcze pod ręką porządną uszczelkę karterów, więc wystarczy popołudnie lub wieczór i wszystko zostanie złożone jak należy. Taka drobna nauczka na przyszłość
