Każdy ma jakiś system podziału prac. W moim przypadku realizuję kilka projektów jednocześnie. Tak mi po prostu pasuje. Obecnie od stycznia mam na biegu na różnych etapach renowacji / odbudowy: WFM M06 1963r., Romet 50T1 1980r. , Romet Pegaz 700 1972r. , Romet Ogar 201 1987r, MZ TS 150 Trophy 1974r. Komar 232 1965r., WSK B1 z 1969r. Mercedes W201 M103 z 1990r. no i oczywiście Osa M52 - teraz z 1963r
Kompleksowo zatem myję ciśnieniowo ileś ram, błotników, wahaczy itd., rozbieram kilka silników, w jednym lub nieodległym terminie wysyłam części do obróbki mechanicznej, cynkowania, chromowania. Podobnie jednym rzutem piaskuję a następnie maluję wszystko proszkowo co ma iść w proszek a na mokro oddaję umówionemu lakiernikowi to co wymaga szpachlowania, szparunków i położenia kalkomanii itp. Jak np. zajmuję się amortyzatorami to kompleksowo do wszystkich pojazdów, które w danym czasie mam na tapecie. Jak robię instalację elektryczne to według wzornika podobnie dla kilku pojazdów. Oczywiście nie każdemu taki system może przypaść do gustu chociażby z uwagi na brak miejsca na przechowywanie przygotowywanych części do złożenia.
Zawsze prace zaczynam od oceny stanu technicznego i kompletności a następnie rozbiórki. Następnie wszystko dokładnie myję i czyszczę z przeznaczeniem na części do naprawy (np. spawanie TIG), piaskowania a następnie malowania proszkowego lub na mokro. Elementy aluminiowe z reguły idą na aquablasting, elementy wymagające nowych powłok jadą do cynkowania i chromowania do sprawdzonych fachowców. Równolegle podobnie wały, cylindry wyruszają do szlifu i regeneracji do zaprzyjaźnionego kolegi. To co jest oryginalne zachowane w stanie idealnym zostawiam i montuję ponownie. Generalnie staram się o części zamienne oryginalne lub przyzwoite repliki jeżeli inaczej się nie da. W międzyczasie zajmuję się tapicerką, kompletowaniem normaliów itp.. Tak to wygląda pokrótce od strony technicznej. Składam i pasuję wszystko na spokojnie – montaż i widok przywracanej do życia mechaniki jest dla mnie przyjemnością i daje satysfakcję. Oczywiście nie zawsze się to udaje i czasami trzeba to i owo ustnie zmieszać z błotem
Pewnie Was rozczaruję ale od dawna nie dokumentuję już zdjęciami poszczególnych etapów prac, poza sytuacjami, gdzie jest to niezbędne dla utrwalenia stanu technicznego lub specyficznego sposobu zamontowania. Po prostu jest to zbyt czasochłonne a finalnie i tak tysiące zdjęć zalegały na kompie nie przeglądane.
Na potrzeby tego tematu rzecz jasna zrobię od czasu do czasu jakieś foto i wrzucę w wolnej chwili byście poglądowo mogli obejrzeć przebieg niektórych prac. Nie będę też raczej mieszał w temacie i zamieszczał fotek Osy, którą skończyłem na początku tego roku ani też następnej, która czeka w swojej kolejce na grudzień. Po prostu na tyle ile mi się to uda postaram się przedstawić TEN konkretnie projekt pod tytułem „WFM Osa M52 rocznik 1963”.
Prace przy Osie w chwili obecnej są w toku i na takim etapie, że wszystko jest rozebrane w drobny mak i rozdysponowane tak by móc w połowie lutego zacząć wszystko powoli i starannie składać. Plan natomiast jest taki, by ukończyć Osę do początku maja, następnie zarejestrować i po jej przetestowaniu pojawić się na planowanym w tym roku zlocie, który ma się odbyć w Zielonej Górze
Nie ukrywam, że zapewne będę Was prosił o pomoc podczas renowacji Osy. Zresztą dzięki życzliwości i uprzejmości wielu z Was, a w szczególności Yaro pewne braki (także te wynikające z mojej niewiedzy na temat tego konkretnie skutera) już nadrobiłem w ekspresowym tempie.
